niedziela, 16 grudnia 2012

Niedziela, czyli poczytaj mi Słowiczku część 3


Witam wszystkich.
 
Kolejna niedziela i czas na nowe ciekawostki z książki "Bobbi Brown Perfekcyjny Makijaż". Zapraszam!

1200 r. p.n.e. - Ówcześni Egipcjanie pokrywają całą twarz makijażem. Z malachitu (rudy miedzi o zielonym zabarwieniu) produkują cienie do powiek, którymi podkreślają dolne powieki. Rzęsy i górne powieki są przyciemniane proszkiem wytwarzanym z rudy ołowiu.

600 r. p.n.e. - Makijaż i strojne szaty są noszone przez wszystkich Babilończyków. Mówi się, że ambitny wojownik Parsondes narzekał królowi Nabuchodonozorowi II, iż jego namiestnik Nanarus skupia się bardzie na pięknie niż na rządzeniu. Kiedy informacja ta dotarła do Nanarusa, kazał wojownikowi ogolić całe ciało, nosić makijaż i nacierać się pachnącymi olejami.

400 r. p.n.e. - Kobiety z różnych kultur używają jako cieni proszków z kruszonych minerałów- ochry, hematytu i węglanu ołowiu.

I w. p.n.e. - Rzymianki używają popiołu z szafranu lub drewna jako cieni oraz antymonu do przyciemniania powiek, brwi i rzęs. Morszczyn dający fioletowy pigment mieszają ze śliną i używają jako różu oraz środka nadającego barwę ustom. Niebieskim barwnikiem podkreśla się żyłki, których widoczność postrzegano jako oznakę piękna. Paznokcie są polerowane owczym tłuszczem, a pumeks służy do wybielania zębów.

Wychodzi na to, że w I w. p.n.e. byłabym ideałem piękna- nawet nie musiałabym podkreślać niebieskim barwnikiem żył (i bez tego są bardzo widoczne) :D.

Pozdrawiam gorąco!

niedziela, 9 grudnia 2012

Moja zimowa pielęgnacja włosów.


Cześć wszystkim,

Za oknem zima, chłodny wiatr, mróz i śnieg- niestety nie wpływa to dobrze na nasze włosy.
Nie wiem jak Was, ale mnie to nastraja i motywuję do odżywiania i nawilżania moich włosów, ponieważ czuję, że poważnie dostają w kość od panujących warunków atmosferycznych.

Postanowiłam więc, że przedstawię Wam moją zimową pielęgnacje włosów.

Najpierw opowiem Wam pokrótce o moich włosach- sa długie, ciemne, z natury dość suche i lubiące się plątać w nierozczesywalne supełki ;).

W okresie jesienno zimowym warto zmienić pielęgnacje włosów, ponieważ są bardziej narażone na plątanie oraz wycieranie się pod czapką i szalikiem a także na częste zmiany temperatur. Dodatkowo w tym okresie spożywamy zdecydowanie mniej warzyw i owoców, a wiec nie dostarczamy naszym włosom (jak i całemu organizmowi) wystarczająco dużo substancji odżywczych, witamin i minerałów.

Podstawową zasadą podczas mrozów i chłodów jest dobrze dobrana czapka- nie powinna być za ciasna i najlepiej wykonana z naturalnego tworzywa (w ten sposób unikniemy nadmiernego pocenia sie skóry głowy, a co za tym idzie przetłuszczania się włosów).

Ważna w tym okresie jest odpowiednia dieta- jedzmy jak najwięcej warzyw, owoców oraz różnego rodzaju orzechów (najlepiej tych bez soli i cukru). Warto, wydaje mi się zaopatrzyć się w dobry suplement z witaminami i minerałami (ja osobiście polecam Vitapil, jest niedrogi i skuteczny).

Myjmy włosy tak często jak tylko włosy tego potrzebują- optymalnie jest myć włosy co 2-3 dni. Ale jeżeli mamy włosy przetłuszczające się i musimy myć włosy codziennie- wybierajmy delikatny szampon bez SLSów. To mit, że częste mycie włosów wysusza je, jeśli wybierzemy szampon do codziennego mycia włosów nie zniszczymy ich- gorsze działanie ma nadmiar łoju, w którym rozwijają się bakterie i to może bardzo zaszkodzić naszej skórze głowy jak i włosom.

Odżywiajmy, nawilżajmy i pielęgnujmy. Stosujmy intensywnie nawilżające maski do włosów, jeśli mamy możliwość i jest to maska bez silikonów zostawmy ją nawet na całą noc pod czepkiem i ręcznikiem. W zależności od potrzeb naszych włosów- stosujmy odżywcze maski 1-2 razy w tygodniu. Jeśli chodzi o wybór maski polecałabym zwracać uwagę na skład, warto wybrać składniki, które dobrze nawilżają włosy min. aloes, miód, mleko, keratyna, jedwab oraz różnego rodzaju oleje. Ja osobiście na zimę lubie treściwe maski np. Biovax do włosów suchych, Biovax z keratyną i jedwabiem (obie te maski nadają się na noc), Kallos latte oraz Stapiz do włosów suchych i zniszczonych.

W tym okresie również chętniej robię maseczki naturalne.

Moja ulubiona maseczka do włosów suchych i zniszczonych:

1-2 żółtka (w zależności od długości włosów)
3 łyżki oliwy z oliwek
1 łyżka oleju rycynowego
2 łyżki miodu
1 łyżeczka nafty kosmetycznej

Mieszamy wszystkie składniki, nakładamy na lekko zwilżone wodą włosy, spłukujemy chłodną wodą (coby nam się jajecznica na głowie nie zrobiła ;)) po godzinie (możemy siedzieć w niej ile tylko mamy czasu), myjemy włosy szamponem i nakładamy odżywkę.

Maseczka z avocado

1 zgniecione widelcem lub blenderem Avocado (na krótkie włosy polecałabym pół, choć resztę tej maski można spokojnie nałożyć na twarz)
1 łyżka oliwy z oliwek
1 łyżeczka oleju z avocado
1 łyżeczka miodu

Wszystko mieszamy i nakładamy na wilgotne włosy, spłukujemy po godzinie, myjemy włosy i nakładamy odżywkę. Ostrzegam, że kawałki Avocado mogą pozostać na włosach, ale nie obawiajcie się, bez problemu da się je wyczesać gdy włosy wyschną.

Mgiełka aloesowa do włosów:

Pół szklanki soku z aloesu
1 łyżeczka miodu płynnego
łyżeczka wybranego ulubionego oleju (ja wybieram arganowy, ponieważ jest dość lekki)

Przelewamy do butelki z atomizerem i voila- odżywka bez spłukiwania gotowa.

Bardzo dobrze na moich włosach w okresie jesienno zimowym sprawdzają się oleje. Nakładam je na noc lub jeśli nie mam czasu umyć włosy rano, na kilka godzin. Oleje wybierajmy w zależności od naszych potrzeb.

Do włosów suchych polecam min. Olej z Avocado, olej z pestek moreli, olej ze słodkich migdałów, olej łopianowy, olej wiesiołkowy, oliwę z oliwek.

Do włosów przetłuszczających się polecam min. olej kokosowy, olej musztardowy, olej z pestek dyni, olej łopianowy, olej lniany, olej sezamowy, olej jojoba.

Sądzę, że olejowanie włosów warto zacząć od olejów, które mieszkają w naszej kuchni lub apteczce, np. oliwa z oliwek czy olej rycynowy (uwaga, olej rycynowy może wysuszać włosy, lekko je przyciemnić a także bardzo ciężko zmyć go w włosów!) i sprawdzić jaki wpływ ma na nasze włosy. Ale warto uzbroić się w cierpliwość, olej to nie maska, potrzebują czasu, żeby odżywić włosy- ale moim zdaniem właśnie ta metoda pielęgnacji ma genialny wpływ na włosy i skórę głowy.

Kolejną ważną rzeczą jest to, żeby w żadnym wypadku nie wychodzić na dwór z mokrymi czy wilgotnymi włosami, bardzo je to niszczy. Jeśli musimy myć włosy rano wysuszmy je suszarką- chłodnym nawiewem.

I ostatnia ważna dla mnie rzecz- nigdy nie czeszę mokrych włosów (nie dotyczy to osób które mają kręcone włosy), ponieważ wtedy są najbardziej narażone na uszkodzenia.

Bardzo Wam polecam kombinować, mieszać, nakładać, testować- takim sposobem dowiemy się jakie składniki mają pozytywny wpływ na nasze włosy. Poza tym rezultaty są bardzo zachęcające.


A wy jak dbacie o włosy zimą? Zmieniacie jakoś swoją pielęgnacje?

Pozdrawiam gorąco!

To zdjęcie nie jest moją własnością, zostało wygooglowane.

Niedziela, czyli poczytaj mi Słowiczku część 2.


Cześć,

I nareszcie niedziela, czyli pora na kolejną porcję ciekawostek z książki "Bobbi Brown Perfekcyjny Makijaż". Zapraszam do lektury!

2500 r. p.n.e.- Sumerowie wynaleźli pierwszą pęsetę by pozbywać się niechcianego owłosienia. Używali też płaskich kości, by odpychać skórki z paznokci.

2000 r. p.n.e.- W tym czasie powstał egipski papirus zawierający zalecenia co do tego, jak usuwać zmarszczki, pryszcze,  plamy starcze i inne niedoskonałości skóry. Jedna z receptur zawiera nawet żółć wołu. Egipcjanom chcącym pozbyć się zmarszczek zalecano nakładanie na twarz mikstury składającej się z kadzidła, oliwy z oliwek,  pokruszonej cibory (roślina z rodziny ciborowatych) oraz wosku i noszenie jej przez sześć dni. Nadzorcy zatrzymywali pracę budowlane piramid do momentu dostarczenia środków do makijażu (proszek antymonowy, zielony malachit i ołowianka) pomagających chronić oczy pracowników przed słońcem.

1800 r. p.n.e.- Babilończycy posypują swoje włosy złotym pyłkiem.

1500 r. p.n.e.- Egipcjanki używają do pielęgnacji ciała olejków aromatyzowanych kadzidłem i mirrą, by nawilżyć skórę i ochronić ją przed wpływem suchego, pylistego klimatu. Żołnierzom z Mezopotamii wypłaca się pensję w cenniejszych od gotówki butelkach olejków i perfum.

Egh, to już Sumerowie wynaleźli pęsetę? To był wielki błąd! ;)

Pozdrawiam gorąco!

Recenzja Nawilżającego balsamu do ciała z Apteczki Babuni



Cześć wszystkim,

Dziś postanowiłam zrecenzować dla Was mojego nowego ulubieńca do pielęgnacji ciała. A mianowicie Balsam nawilżający do skóry normalnej firmy Joanna z "Apteczki Babuni" o zapachu jaśminowym.

Zacznijmy od obietnic producenta:

"Balsam do ciała nawilżający.
Unikalna Receptura- Czerpiąc z tradycji medycyny ludowej opracowaliśmy recepturę opartą na naturalnych składników wspomagających pielęgnację ciała.
Siła Natury- Skorzystaj z wieloletnich doświadczeń i mądrości pokoleń- poznaj sprawdzoną receptę na skuteczną pielęgnację ciała.

Ekstrakt z jaśminu- działa nawilżająco i łagodząco na skórę.

Masło Shea- cenne źródło kwasów tłuszczowych wspomagających proces regeneracji naskórka, obecność witamin E i F sprzyja ochronie przed podrażnieniami i przywraca skórze naturalny poziom nawilżenia.

Efekt- Nawilżający Balsam do ciała przeznaczony jest do codziennego stosowania. Dzięki wyjątkowo dopracowanej recepturze, kosmetyk doskonale rozprowadza się na skórze i szybko się wchłania. Dodatkowo użyte składniki aktywnie wpływają na poprawę kondycji i wyglądu Twojej skóry. W rezultacie jego stosowania uzyskasz:
- Doskonale i długotrwałe nawilżenie
- Właściwą pielęgnację całego ciała
- Jedwabistość i elastyczność skóry

 Sposób użycia: Niewielką ilość Nawilżającego Balsamu do ciała starannie rozprowadź na skórze wcierając okrężnymi ruchami. Najlepsze efekty uzyskasz przy regularnym, codziennym stosowaniu. Szczególne polecany po kąpieli lub prysznicu."
 

Skład:
Aqua, Glycerin (nawilżacz), Isopropyl Myristate (emolient, zmniejsza lepkość kosmetyków), Urea (mocznik), Carylic/Capric Triglyceride (emolient), Paraffinum Liquidum (parafina), Cetaryl Alcohol (zmiękczacz), Glyceryl Stearate Citrate (środek zapachowy, zmiększający skórę), Butyrospermum Parkii Butter (masło shea), Dimethicone (zostawia warstwę tłuszczową na skórzę, wygładza), Propylheptyl Capylate (plastyfikator, nadaję odpowiednią konsystecję), Stearyl Alcohol (alkohol tłuczowy, nawilża skórę), Jasminum Officinale Flower Extract (ekstrakt z jaśminu), Propylene Glycol (humektant, rozpuszczajacy), Acrylates/C10-30 Akryl Acrylate Crosspolymer (polimer filmotwórczy), Xanthan Gum (guma ksantanowa, zagęszcza kosmetyk), Triethanolamine (ustala pH), Citric Acid (kwas cytrynowy, ustala pH), Parfum (zapach), Alpha-Isomethyl Ionone (zapach), Limonene (zapach cytusowy), Gerianiol (zapach), Buthylophenyl Methylpropional (zapach), Citronellol (zapach), Hexyn Cinnamal (zapach jaśminowy), Limonelle (zapach), DMDM Hydantion, Methylchloroisothizolinone (konserwant), Methylisothiazolinone (konserwant).

Moja opinia:

Zapach: Piękny, kwiatowy, bardzo subtelny

Konsystencja: Gęsta, kremowa

Wydajność: Krem bardzo wydajny, niewielka ilość kremu wystarcza żeby nawilżyć całe ciało

Działanie: Krem daje wrażenie natychmiastowego ukojenia, bardzo dobrze nawilża, nie podrażnia, nie uzależnił mojej skóry, następnego dnia po zastosowaniu kremu skóra nadal jest przyjemnie miękka i nawilżona. Balsam wchłania się szybciutko, zostawia delikatny film ochronny na skórze.
Używanie go jest prawdziwą przyjemnością. Radzi sobie świetnie z moją bardzo wrażliwą i wymagającą skóra.

Cena: Około 9 zł za 500 g- więc moim zdaniem cena bardzo przystępna.

Moja opinia o składzie: Nawet przyzwoity. W sumie wysoko w składzie mamy masło shea i ekstrakt z jaśminu. Wiem, że część z Was drogie czytelniczki, złapie się z przerażeniem za głowę na widok na Parafiny w składzie bo to jak wiemy jest pochodna ropy naftowej, ale wychodzę z założenia, że skoro producenci kosmetyków stosują parafinę to nie jest ona w żaden sposób szkodliwa dla nas (nie polecałabym stosowania kremów do twarzy w parafiną, ponieważ jest komedogenna i może nam zapychać pory). Plusem składu jest również mocznik, który bardzo przyjemnie zmiękcza naszą skórę.

Bardzo gorąco polecam ten balsam i chętnie wypróbuje innych kosmetyków firmy Joanna.

Pozdrawiam :).

Pruszkowianka

sobota, 1 grudnia 2012

Niedziela, czyli poczytaj mi Słowiczku część 1




Cześć wszystkim,

Postanowiłam wprowadzić na swojego bloga coniedzielne odcinki ciekawostek, w formie krótkich postów, coby mi się szybko pomysły nie wyczerpały :). Choć najchętniej napisałabym już o wszystkim co wyczytałam ;).
Dla ciekawych- będę inspirować się książką Bobbi Brown "Perfekcyjny Makijaż", gdzie znalazłam naprawdę masę ciekawych informacji.

Zacznę od ciekawostek z zakresu historii makijażu.

5000000 r. p.n.e. - Jaskiniowcy na terenie dzisiejszej Afryki i Ameryki Południowej pokrywają swoje ciała błotem, malując nim dekoracyjne wzory. Błoto odstraszało także owady.

Hm... pierwszy makijaż? I to odrazu jaki praktyczny! :D

3000 r. p.n.e. - Egipcjanie używają ponad trzydziestu rodzajów kosmetyków i maści skomponowanych z wosku pszczelego, olejów roślinnych i tłuszczu zwierzęcego. Środki nawilżające są podstawowymi kosmetykami, rutynowo rozdaje się je robotnikom i rolnikom. Dzięki Egipcjankom powstały pojemniki, narzędzia i produkty od makijażu. Rozjaśniały one sobie skórę twarzy, używały kremów i nakładały na ciało perfumowane olejki. Stosowały też puder składający się z węglanu ołowiu i wody, jak się później okazało, kosmetyk ten spowodował wiele zgonów. Paznokcie malowano henną, a szminki występowały w wielu odcieniach, bazujących na kolorze pomarańczowym. Używanie czerwonego koloru było zabronione, bo uważano go za magiczny. Aby obrysować kontur oka, Egipcjanie stosowali proszek antymonowy lub pokruszone jaja mrówek. Czerwone bądź zielone cienie do powiek uzyskiwało się z łodyg roślin. Znalezione w Egipcie narzędzia do makijażu to: kamienne tłuczki do rozcierania, lusterka ze srebra i brązu, łyżeczki z kości słoniowej i alabastru, pojemniczki z brązu do przechowywania kremów, ostrza, grzebienie z kości słoniowej oraz pumeks.

No właśnie, a teraz w kosmetykach tyle chemii :). Wystarczą mrówki i kwiaty i voila! Mamy cudowny makijaż prehistoryczny!


Pozdrawiam gorąco!




Pruszkowianka

Moje OCM

Moi Drodzy,

Większość z Was już zapewne zna OCM, bardzo dużo blogerek opisuję tą metodę, ale chcę przedstawić Wam moją wersję :).

   Ale zacznijmy od początku- co to właściwie jest OCM?

OCM ( Oil Cleansing Method) jest to oczyszczanie twarzy za pomocą oleju.

Nasza mieszanka powinna się składać z oleju bazowego (dowolnego, dobrze wpływającego na naszą cerę) i oleju rycynowego.

   W zależności od typu cery skład naszej mieszanki powinien wyglądać tak:
  •  Skóra sucha: 10% oleju rycynowego + 90% oleju bazowego
  •  Skóra normalna/mieszana: 20% oleju rycynowego + 80% oleju bazowego
  •  Skóra tłusta: 30% oleju rycynowego + 70% oleju bazowego

   Dlaczego olej rycynowy?

Przede wszystkim dlatego, że olej ten ma właściwości myjące, a zatem nasze OCM poradzi sobie świetnie ze zmywaniem makijażu (nawet wodoodpornego tuszu do rzęs)
Dodatkowo olej ten wzmacnia brwi i rzęsy.

Ale UWAGA! Nie należy z nim przesadzać ponieważ ma on właściwości wysuszające skórę.

Dlatego właśnie jest on dodatkiem do naszego oleju bazowego.

Do skóry suchej polecałabym oleje:

- ze słodkich migdałów,
- oliwę z oliwek
- olej z avocado
- olej arganowy
- olej z pestek moreli
- olej z pestek granatu
- olej z orzechów laskowych
- olej z wiesiołka

Do skóry normalnej:

- olej z avocado
- olej z owoców róży
- olej jojoba
- olej z migdałów
- olej z pestek granatu
- olej z wiesiołka

 Do skóry tłustej:

- olej lniany
- olej ryżowy
- olej sezamowy
- olej jojoba
- olej z pestek dyni

Jeśli borykamy się z trądzikiem polecałabym olej z czarnuszki, ponieważ ma właściwości antybakteryjne.

   Jak wykonać naszą mieszankę?

Do naczynia wlać olej rycynowy i wybrany przez nas olej bazowy (oczywiście, można połączyć kilka olei i w ten sposób stworzyć bazę) i wymieszać.

   Jak przechowywać naszą mieszankę?

Do przechowywania oleju polecam zdecydowanie butelkę z ciemnego szkła, wtedy mamy pewność, że właściwości wybranych przez nas olejków nie stracą swoich właściwości odżywczych pod wpływem światła. Większość olejów znajdziemy w ciemnych butelkach, wykorzystajmy więc butelkę po oleju.

   Co jest potrzebne do OCM?

Poza naszą mieszanką potrzebujemy jeszcze ściereczki z mikrofibry, najzwyklejszą- możemy ją kupić w każdym sklepie z gospodarstwem domowym (służy do wycierania kurzu, więc być może już ją macie). Ściereczka ta jest delikatna, ale ma wypustki co przy okazji zmywania oleju dobrze wymasuję skórę naszej twarzy i jednocześnie posłuży jako delikatny peeling.

Skoro już mamy naszą mieszankę, mamy ściereczkę to przechodzimy do mycia.

Zwilżamy delikatnie naszą buzię.
Nalewamy mieszankę na rękę i lekko rozgrzewamy ją w dłoniach po czym nakładamy na twarz. Wykonujemy delikatny kilku minutowy masaż twarzy, skupiamy się na tych partiach na których mamy makijaż.
I teraz najważniejsze- moczymy naszą ściereczkę z mikrofibry w gorącej wodzie (najlepiej tak gorącej jak tylko jesteście w stanie wytrzymać- tutaj UWAGA dla osób z cerą naczynkową- nie używajcie tak bardzo gorącej wody, użyjcie po prostu ciepłej) i przykładamy na chwilę do twarzy- powtarzamy to kilka razy. Ten zabieg otwiera nasze pory i usuwa nadmiar sebum. Wykonujemy gorącą ściereczką delikatny masaż twarzy- przy okazji ścieramy nadmiar oleju.
Następnie myjemy twarz chłodną wodą żeby wszystkie pory pozamykać.

Oczywiście ściereczkę należy wyczyścić wodą z mydłem i raz na miesiąc wymienić na nową.

   Plusy tej metody:

+ Brak chemii
+ Brak detergentów, które mogą podrażniać i wysuszać skórę
+ Skóra jest nawilżona
+ Nie została naruszona warstwa lipidowa naszej skóry
+ Ta metoda jest tania! Olej rycynowy to koszt około 4 zł, olej bazowy np. oliwę z oliwek każda z nas ma w kuchni
+ Mamy satysfakcję, że same wykonałyśmy środek do mycia twarzy :D
+ Mnie ta metoda pomogła pozbyć się zaskórników, kaszaków i innego rodzaju niespodzianek!

   Minusy tej metody

- Cera naczynkowa niestety może mieć problemy z OCM, ponieważ zarówno woda gorąca jak i zimna mogą spowodować pękanie naczynek krwionośnych pod skórą, ale można tą metodę dowolnie modyfikować i ja jako posiadaczka skóry naczyniowej jestem z tej metody bardzo zadowolona.
- Nieodpowiednio dobrane oleje mogą zapychać pory, wybierajmy te, które dobrze służą naszej skórze.

   Jak możemy zmodyfikować metodę OCM?

Możemy do mieszanki dodać dowolne składniki, które według nas pozytywnie wpływają na naszą skórę.
Ja osobiście lubię dodać:
     + pokrojony rozmaryn- ma działanie antyseptyczne
     + miód- ma działanie nawilżające
     + pokrojoną mięte - zostawia uczucie odświeżenia
     + olejek z kocanki - wzmacnia naczynia krwionośnę
     + witaminę A+E (przecinam kapsułkę Capivitu)
     + dosłownie kilka kropel olejku lawendowego- głównie ze względu na zapach :>
     + sok z aloesu- nawilży naszą skórę

Osoby które mają wybitnie suchą skórę, mogą oczywiście wykonać mieszankę bez oleju rycynowego, tylko wówczas zmywanie makijażu będzie dłużej trwało i OCM może sobie nie poradzić z tuszem wodoodpornym...

Ja osobiście wszystkim wam gorąco polecam metodę OCM, moja skóra wreszcie polubiła demakijaż! :)

A jak OCM sprawdza się u Was? I jak modyfikujecie swoją mieszankę?

Pozdrawiam gorąco!








                                                                                         
                                                                                                  Pruszkowianka

sobota, 13 października 2012

Pierwszy post, kilka słów o tym dlaczego zakładam kolejnego bloga o pielęgnacji



Pierwszy post zawsze jest najtrudniejszy, nigdy nie wiem od czego powinnam zacząć... Aaaale muszę spróbować :). Zaczynam!

Postanowiłam założyć bloga, żeby podzielić się z Wami moimi wieloletnimi doświadczeniami z pielęgnacją ciała. Wiem, że nie jest to pierwszy i na pewno nie ostatni blog o tej tematyce, ale wychodzę z założenia, że każda cera/włosy/skóra różnią się. Może więc któraś z Was ma podobne problemy i szuka - tak jak ja kiedyś - porad dotyczących właściwej dla danego rodzaju skóry pielęgnacji.

Kiedyś nie przywiązywałam tak dużej wagi do mojego wyglądu. Wyznawałam zasadę, że "skóra jest sucha... trudno, taka moja uroda", "włosy się plączą i rozdwajają, cóż, obetnie się...". Nigdy nawet nie przypuszczałam, że odpowiednio dobrane kosmetyki i zdrowa dieta mogą tak radykalnie odmienić stan całego organizmu.

Zamierzam opisywać tylko sprawdzone przez siebie sposoby. Już wiem, że niektóre eksperymenty są bardzo ryzykowne i nie zawsze przynoszą pozytywne efekty. Nauczyłam się również- co było dla mnie na początku szokiem- że, nie zawsze to co obiecuje producent, jest prawdą. W pewnym momencie zaczęłam dokładnie czytać skład, analizować i testować jakie produkty wpływają najkorzystniej na moją cerę i włosy. Teraz mogę powiedzieć, że dobrze znam siebie a także, że wybór kremu do twarzy czy odżywki do włosów nie jest już dla mnie wyzwaniem :).

Mam nadzieje, że moja wiedza i doświadczenie okażą się dla Was pomocne i być może inspirujące.

Zapraszam serdecznie i życzę miłej lektury :).

Pozdrawiam gorąco.